W ostatnich dniach w środowisku działkowców zawrzało. Informacja o ofercie zarządzania ogrodami działkowymi, złożonej przez katowicką spółkę, wywołała prawdziwą burzę emocji.
Jedni widzą w niej szansę na zmianę, inni — zagrożenie. Ale niezależnie od opinii jedno jest pewne: ta sytuacja obudziła w działkowcach coś, co od lat tliło się pod powierzchnią — potrzebę realnej autonomii i decydowania o własnym ogrodzie.
Rodzinne Ogrody Działkowe to nie są zwykłe tereny zielone. To miejsca, które powstawały z pasji, pracy rąk i lokalnej solidarności. To przestrzenie, które działkowcy budowali sami — bez wielkich budżetów, bez korporacyjnych struktur, za to z ogromnym zaangażowaniem. Dlatego tak wiele osób reaguje dziś emocjonalnie. Bo chodzi o coś więcej niż o zarządzanie. Chodzi o tożsamość ogrodów.
Wielu działkowców od dawna czuje, że ich głos jest zbyt słabo słyszany. Że decyzje dotyczące ich ogrodów zapadają gdzieś „na górze”, z dala od realnych potrzeb ludzi, którzy codziennie dbają o swoje działki. Dzisiejsza dyskusja — choć burzliwa — jest dowodem na to, że działkowcy chcą zmian. Chcą przejrzystości, prostych zasad i przede wszystkim: prawa do samodzielnego decydowania o swoim ogrodzie.
Pojawienie się komercyjnej oferty zarządzania tylko uwypukliło to, o czym wielu mówiło od lat: że obecny model jest zbyt scentralizowany, zbyt sztywny i zbyt odległy od codzienności ogrodów. Że ROD-y potrzebują nowoczesności, ale nie kosztem swojej społecznej natury. Że potrzebują wsparcia, ale nie kontroli. Że potrzebują partnerstwa, a nie nadzoru.
Dlatego coraz głośniej wybrzmiewa jedno przesłanie: czas na autonomię ROD. Na model, w którym to ogrody — jako wspólnoty — decydują, jak chcą funkcjonować. Na rozwiązania, które pozwolą im rozwijać się na własnych zasadach, bez zbędnej biurokracji i bez obaw o utratę swojej wyjątkowej tożsamości.
Dzisiejsza debata to nie kryzys. To moment przebudzenia. Moment, w którym działkowcy przypominają sobie, że ogrody należą do nich — nie do struktur, nie do firm, nie do instytucji. Do ludzi, którzy je tworzą.
Przyszłość ROD zależy od odwagi, by o tę autonomię zawalczyć. I od gotowości, by wspólnie wypracować model, który będzie służył ogrodom, a nie odwrotnie. Jedno jest pewne: działkowcy mają siłę, by to zrobić. Bo kiedy społeczność mówi jednym głosem, nawet najstarsze struktury muszą zacząć słuchać.


